Jestem zapaloną orędowniczką brania życia w swoje ręce, słuchania głosu serca, podejmowania śmiałych decyzji, wprowadzania w swoim życiu zmian, których naprawdę chcemy, a nie tych, których oczekują od nas inni. Widzę, jaką pasję działania wywołuje w ludziach "przywrócenie im prawa do własnego życia", a "Złap za lejce" duetu Grubson&BRK to już niemal mój hymn.
BUM. Nagła seria zderzeń z osobami, które robią dokładnie to, do czego nawołuję, a co... NIESTETY NIE JEST MI NA RĘKĘ! :P
I potrzebuję czasu. Na oswojenie się z nowymi sytuacjami, zaakceptowanie cudzych wyborów, uświadomienie sobie, że niektóre role po prostu się kończą, a po nich przychodzą kolejne, które niekoniecznie będą nas nadal łączyć. I na to, żeby w pełni cieszyć się razem z tymi odważnymi.
Tak właśnie poznaję drugą stronę medalu. :P
Kocham Was, ludki. Jesteście cudowni :) i życzę Wam jak najlepiej. Ale nie obiecuję, że nie będę płakać, zanim na dobre nie pożegnam się z rolą stróża porządku, a przez moje "rób jak uważasz" nie przestanie przebrzmiewać "byleby to było po mojemu." :)