sobota, 7 czerwca 2014

Jak NIE reagować na komplementy ;P

"Mówmy sobie dobre rzeczy!" to jeden z najpopularniejszych postów na tym blogu. Cieszy mnie to strasznie, bo uważam go też za jeden z najbardziej wartościowych. :) Okazuje się niestety, że w praktyce sprawa nie jest wcale prosta. I nie chodzi o to "jak to powiedzieć", ale o to, jak ludzie reagują na dobre opinie o sobie. Zwłaszcza w Polsce. Zwłaszcza kobiety. ;)



A więc spędzasz godzinę na wybieraniu ciuchów i drugie tyle przed lustrem, a kiedy ktoś powie Ci, że ładnie wyglądasz - zaprzeczasz? 

Posłuchaj trochę co odpowiada się na komplementy, a dojdziesz do wniosku, że wszystkie ludzkie sukcesy to zwykły fart, a nie efekt ciężkiej pracy, wszystkie obiady są przypalone albo niedoprawione, a wszystkie ciuchy - z przeceny i stare... no, co najwyżej wyprane w Perwollu. :P Niesamowite ile energii ludzie wkładają w umniejszanie swoim zasługom i zawzięte tłumaczenia, że to, co widzisz, NA PEWNO nie jest aż tak dobre, jak się wydaje. 

Kiedy mówię komuś coś dobrego, to dlatego, że widzę jego starania i je doceniam. Może to ze mną coś jest nie tak, ale wydaje mi się to całkiem... miłe. ;) Każdy może reagować na komplementy jak chce, jasne. Ciekawe tylko, że kiedy się je przyjmuje - obie strony odchodzą z uśmiechem, a kiedy się im zaprzecza, umniejsza sobie albo szuka w całej sytuacji podstępu - nikt nie jest zadowolony. :P Przyjęty komplement jest budujący, odrzucony - jakimś cudem traci swoje moce. ;)

I nie piszę tu o sytuacjach, kiedy jesteś obrzucany frazesami albo naprawdę nie zgadzasz się z tym, co słyszysz. Piszę o tym niezrozumiałym dziwactwie, kiedy wiemy, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty, ale robimy wszystko, żeby nikt nie dowiedział się o tym, że my wiemy! :D

 Mówmy innym dobre rzeczy i nie zaprzeczajmy, kiedy inni mówią je nam. ;)

niedziela, 1 czerwca 2014

Co mówię vs. co robię

ROZWÓJ  ROZWÓJ  ROZWÓJ  ROZWÓJ
 ...i jeszcze trochę rozwoju! :P

Szczerze mówiąc mam na maxa przesyt tych wielce inspirujących cytatów, obrazków i filmików, które zalewają od jakiegoś czasu internet. Leo, why? No po prostu: często nie idzie za nimi żadne działanie. Ani ze strony wrzucającego, który za punkt honoru postawił sobie udostępnienie chociaż kilku "motywacyjnych" cytatów sławnych postaci tygodniowo, ani odbiorcy, który przeczyta, w myślach zgodzi się z przesłaniem, ale tylko po to, żeby już po chwili o nim zapomnieć i wrócić do swojej strefy komfortu. :)


To, co naprawdę skutecznie motywuje mnie do zmian, to ludzie, którzy robią swoje. Nie ględzą o tym, tylko to robią i przez efekty, które po prostu widać - przyciągają moją uwagę. 

Jesteśmy tacy świetni w teorii: wiemy jak wyjść z każdej sytuacji, jak zmieniać nawyki, jak szczerze rozmawiać, jak mówić o swoich uczuciach, jak utrzymać hart ciała i ducha! ;) Tylko jakoś kiepsko idzie nam z przekładaniem swoich mądrości na codzienne życie. A póki wiemy co i jak powinniśmy robić, ale tego nie robimy, to... no, nic nam po tej wiedzy. :)

Ok, króciótko. Kto jest bardziej inspirujący? 
a) koleś, który zza swojego biureczka karmi Cię artykułami o zdrowym stylu życia,
czy
b) ten, który w tym czasie robi trening?
Drugi zestaw, mniej przyziemny:
a) ten, który wrzucił na swoją tablicę całą Biblię porżniętą na setki wersetów (i zna ją na wyrywki!),
czy
b) ten, który nie ma czasu ich polajkować, bo robi to, do czego namawiają? :P

Całkiem proste i sensowne, kiedy chcesz się czegoś nauczyć, wydaje mi się proszenie o radę człowieka, który już to osiągnął, a nie tego, który mówi, że "nie ma rzeczy niemożliwych" i "wystarczy tylko chcieć". ;)

Uwielbiam poznawać ludzi, ich pasje i czerpać z tych znajomości jak najwięcej, ale... nie jestem zbyt dobra w nawiązywaniu nowych kontaktów. :P Dlatego coraz częściej z premedytacją pakuję się w sytuacje, w których po prostu NIE MAM WYJŚCIA i muszę to robić. :P Uczę się pytać i korzystać z cudzych doświadczeń. 

Obrazki już tylko scrolluję. Inspirują mnie ludzie. :)