"Mówmy sobie dobre rzeczy!" to jeden z najpopularniejszych postów na tym blogu. Cieszy mnie to strasznie, bo uważam go też za jeden z najbardziej wartościowych. :) Okazuje się niestety, że w praktyce sprawa nie jest wcale prosta. I nie chodzi o to "jak to powiedzieć", ale o to, jak ludzie reagują na dobre opinie o sobie. Zwłaszcza w Polsce. Zwłaszcza kobiety. ;)
A więc spędzasz
godzinę na wybieraniu ciuchów i drugie tyle przed lustrem, a kiedy ktoś
powie Ci, że ładnie wyglądasz - zaprzeczasz?
Posłuchaj trochę co odpowiada się na komplementy, a dojdziesz do wniosku, że wszystkie ludzkie sukcesy to zwykły fart, a nie efekt ciężkiej pracy, wszystkie obiady są przypalone albo niedoprawione, a wszystkie ciuchy - z przeceny i stare... no, co najwyżej wyprane w Perwollu. :P Niesamowite ile energii ludzie wkładają w umniejszanie swoim zasługom i zawzięte tłumaczenia, że to, co widzisz, NA PEWNO nie jest aż tak dobre, jak się wydaje.
Kiedy mówię komuś coś dobrego, to dlatego, że widzę jego starania i je doceniam. Może to ze mną coś jest nie tak, ale wydaje mi się to całkiem... miłe. ;) Każdy może reagować na komplementy jak chce, jasne. Ciekawe tylko, że kiedy się je przyjmuje - obie strony odchodzą z uśmiechem, a kiedy się im zaprzecza, umniejsza sobie albo szuka w całej sytuacji podstępu - nikt nie jest zadowolony. :P Przyjęty komplement jest budujący, odrzucony - jakimś cudem traci swoje moce. ;)I nie piszę tu o sytuacjach, kiedy jesteś obrzucany frazesami albo naprawdę nie zgadzasz się z tym, co słyszysz. Piszę o tym niezrozumiałym dziwactwie, kiedy wiemy, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty, ale robimy wszystko, żeby nikt nie dowiedział się o tym, że my wiemy! :D
Mówmy innym dobre rzeczy i nie zaprzeczajmy, kiedy inni mówią je nam. ;)
