poniedziałek, 25 listopada 2013

No to zwalniam!

Ostatnio zastanawiałam się gdzie u licha :P podziewa się mój czas, skoro, jak pisałam, nie spędzam go zbyt wiele ani na uczelni, ani w pracy, ani w harcerstwie. Z pożeraczy czasu na polu bitwy ostał się już tylko internet (niestety miewa się całkiem nieźle). Więc co? Na czym "tracę" te swoje cenne godziny? :)

Na początku semestru, kiedy zorientowałam się, że niedoczas raczej mi nie zagraża, myślałam nad tym, co jest dla mnie ważne i nad czym chcę popracować. Plan na ten rok zawisł na ścianie i prezentuje się tak:


Kończy się listopad, więc wisi tam już prawie dwa miesiące, na co dzień nie zwracając mojej uwagi. Kilka dni temu, kiedy szukałam dziury, przez którą wycieka czas, zrobiłam przegląd tego planu. I oto są! Mam zaszczyt przedstawić Państwu nowe grono złodziei czasu! :D Wkradli się do mojego życia cichaczem i mam nadzieję, że... zostaną ze mną jak najdłużej. :)

Znajomi - nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek wcześniej miała tak udane i bliskie relacje ze znajomymi! Czas zainwestowany w ich budowanie właśnie owocuje. :)

Śpiew - kiedy nie śpiewam na głos, to istnieje 90% szans, że właśnie śpiewam w głowie. :P W tym obszarze kroi się projekt, którego rozpoczęcia nie mogę się już doczekać. :)

Książki - czytam jak najęta! Jedna za drugą. Głównie w autobusach, na przystankach oooraaaz w sytuacjach, kiedy mam dużo na głowie, czas goni a ja zbliżam się niebezpiecznie blisko do granicy wytrzymałości. Uwielbiam w sobie umiejętność wyłączenia się i odłożenia wszystkiego na bok. Zanurzam się wtedy w Bogu, w muzyce albo w książce właśnie. Kilka minut chillu i wracam do roboty jak nowo narodzona. :)


Modlitwa - jestem na etapie poszukiwania wspólnoty. Ostatnie tygodnie to niezły maraton. Poznaję ludzi z różnych zborów, wpadam na spotkania grup domowych. W poszukiwaniach nie jestem sama, więc sprawy duchowe są na tapecie... właściwie bez przerwy. :P I super! :) Dużo się dzieje, a moja relacja z Bogiem nabiera jeszcze więcej barw. 

Wyjazdy - ledwo wróciłam z gór, a po głowie chodzą mi już kolejne wypady. Byle do lutego. :)

Nad kilkoma elementami planu muszę jeszcze trochę popracować, zanim nadam im miano prawdziwych złodziejów. ;)

No dobra. Ale właściwie co to za zwalnianie, skoro okazuje się, że mój kalendarz przestaje się różnić stopniem zapełnienia rubryczek od kalendarzy z ubiegłych lat?

Nie chodzi wcale o to, by robić mniej. Chodzi o to, żeby robić rzeczy... właściwe. :) Pomyśl nad czym chcesz popracować. Która sfera Twojego życia kuleje? Czego Ci brakuje? Nie "czego oczekuje ode mnie społeczeństwo", "jakie studia skończyć, żeby znaleźć jakąś pracę" i "jakie hobby jest teraz w modzie". Popatrz na siebie. Jesteś wyjątkowy. :)

PS. W temacie zwalniania odnoszę też sukcesy za kółkiem, co moją mamę cieszy pewnie jeszcze bardziej niż mnie. :D