Kiedy mówimy ludziom o tym, co jest w nich dobre, stają się jeszcze lepsi. :) Im mocniej pokazujemy im ich błędy, niedociągnięcia i mówimy o ich słabościach - tym mniej motywuje ich to do zmiany.
Takie mam doświadczenia. Nie chodzi o to, żeby niiiigdyyy i nikooomuuu nie zwrócić uwagi, że coś jest nie tak. Chodzi o właściwe proporcje. Ok, przypomnij sobie czasy podstawówki. 3 zadania na sprawdzianie. 1 zrobiłeś dobrze, 2 źle. Jak często nauczyciel podkreślał, że w tym jednym nie zrobiłeś ani jednego błędu? :P No właśnie. :)
Chcę się podzielić budującym doświadczeniem z moich miesięcznych praktyk w ośrodku wsparcia dla dzieci i młodzieży. Jednym z moich zadań było pomaganie dzieciakom w nauce i odrabianiu lekcji. Zerówkowicze zwykle przynosili szlaczki. 6-letni chłopaczek prawie codziennie wmawiał wychowawcom, że nic mu nie zadano, chował przed nimi zeszyt, a nad 4 linijkami szlaczków potrafił spędzać kilka godzin (serio...). Jak już się zabrał - wychodziło mu całkiem... paskudnie. :P Kiedy pokazywało mu się różnice między jego szlaczkiem, a wzorem - powtarzał w kółko, że tego nie potrafi, wkurzał się, zamykał zeszyt i nie chciał dalej pracować. Kiedy wskazało mu się szlaczki, które trzeba poprawić, upierał się, że są dobre. Odrabianie z nim lekcji nie należało do ulubionych zajęć wychowawczyń.
Ostatecznie wzięłam to na klatę, ale zupełnie zmieniłam podejście do jego pracy. W każdej linijce koślawych szlaczków wyszukiwałam chociaż jedno w miarę okrągłe kółeczko, prostą kreskę, udany zawijas. Pokazywałam mu ten element i mówiłam, co widzę najlepszego: "Popatrz, to kółko wyszło zupełnie jak we wzorze!", "Ta kreska jest najlepsza! Widzisz, jaka jest prosta?", "Podoba mi się ten zawijas, zmieściłeś się w liniach!".
A teraz najlepsze. Uuuwielbiaaam tę historię za jej zakończenie. :) Mój 6-latek słysząc te słowa, chwytał za gumkę, wycierał mniej udane szlaczki i z zapałem je poprawiał. Sam zaczął zwracać uwagę na to, czy wychodzą za linię i nawet wtedy, kiedy mówiłam, że może tak zostać - on stawiał sobie poprzeczkę wyżej! :) Doszło do tego, że przychodził do placówki, wyciągał zeszyt, bez pilnowania odrabiał zadane szlaczki, a potem... sięgał po swoje ćwiczenia i robił dodatkowe zadania! Czujecie to? :D Kilka dni innego traktowania i z rozgoryczonego gościa, który ucieka do innego pomieszczenia i chowa się, żeby nie odrabiać lekcji, mamy chłopaka, który uwierzył w swoje siły i świadomie pracuje nad swoimi błędami. Dla mnie: WOW!
Lubię konstruktywną krytykę. Ale lubię też to, co się ze mną dzieje, kiedy słyszę o sobie coś dobrego i nie jest to pusty frazes. Są w moim życiu umiejętności, które zauważyłam i zaczęłam rozwijać dopiero wtedy, kiedy ktoś zwrócił mi na nie uwagę.
Mówmy sobie dobre rzeczy! To jest super! :)
