wtorek, 21 sierpnia 2012

Marzenia czy mrzonki?

Kiedy rozmawiam z ludźmi staram się dotrzeć do ich pasji i pragnień. To jest obszar, który na maxa mnie fascynuje i inspiruje. Jakiś czas temu dość nachalnie prowokowałam rozmowy o marzeniach. Uwielbiam słuchać i patrzeć, jak ludzie o nich opowiadają. Nagle zapalają im się oczka, wstępuje w nich jakaś niesamowita radość życia, wszystkie troski i problemy odchodzą w siną dal, a oni przenoszą się do świata, w którym wreszcie robią to, co naprawdę kochają. A według mnie to, co naprawdę powinni robić. :)

Jasne, że nie piszę tu o marzeniach o leżeniu na plaży i sączeniu drinów z parasolką, ale o głebokich pragnieniach, które są mocno zakorzenione w naszych sercach i potrafią boleśnie dawać o sobie znać, kiedy rozmijamy się z nimi w naszym życiu. 

Schemat takich rozmów zwykle wygląda tak samo:

1) Chciałbym to robić! To mnie naprawdę jara! Byłoby taaaaak super! Weeee! :D
W tym momencie rozmówca niemal tańczy z radości! :D

2) ...no taaak, ale przecież i tak nigdy tego nie zrobię. Nie mam na to najmniejszych szans. Przecież mnie na to nie stać. No i nawet nie mam znajomości. Teraz muszę skończyć studia i dostać jakąś pracę, żeby się utrzymać. Zresztą jestem na to za słaby/ za głupi/ za mało odważny. Nie nadaję się do tego...

Nieustannie mnie zadziwia jakimi ekspertami jesteśmy w utrudnianiu sobie życia i demotywowaniu się do podjęcia jakiegokolwiek działania, które zbliżyłoby nas do tego, czego naprawdę chcemy. :)

Przy punkcie drugim cała energia z punktu pierwszego ucieka z człowieka jak powietrze z przebitego balonika i robi się on bardziej posępny niż przed rozpoczęciem rozmowy. Stawiam sobie w takich sytuacjach zadanie kierowania ludźmi tak, żeby wrócili do punktu 1. i zamiast zastanawiać się, czy to w ogóle jest możliwe, spytali się JAK mogą to osiągnąć, CO ZROBIĆ, żeby się do tego zbliżyć i JAKI JEST PIERWSZY KROK na tej drodze.


Robię to, bo kocham ludzi. :) Naprawdę chcę ich szczęścia. Chcę też, żeby otaczali mnie ludzie pełni pasji, odważni, zmieniający świat. Chcę, żeby w życiu było wiecej życia!

"Życie byłoby hipokrytą, gdybym nie mógł żyć w sposób, który mnie pobudza!" Chrisoper Fry

Całym sercem wierzę w to, że marzenia są po to, by je realizować i że to Bóg wkłada w nas te najgłębsze, najpiękniejsze pragnienia. Ci, którzy spełniają swoje marzenia i którym tak często zazdrościmy nie są nadludźmi. Są ludźmi, którzy podejmują konkretny wysiłek i nie rezygnują po pierwszej porażce.

Na zakończenie film, na którym powinnam być, ale mnie nie ma, bo zabrakło mi jaj, żeby tam pojechać. ;)

sobota, 4 sierpnia 2012

Chomik


Niektóre mieszkania wyglądają tak, jakby jedynym zajęciem ich właścicieli było... kolekcjonowanie rzeczy. Jedna przy drugiej stoją nieczytane książki, półeczki są zapchane bibelotami, szafy - nienoszonymi ciuchami, a w garażu roi się od niezwykle (nie)potrzebnych, nadgryzionych zębem czasu gwoździ, śrubek i innych pierdółek. W kanciapkach od podłogi do sufitu piętrzą się czasopisma z lat dziewięćdziesiątych, niechciane prezenty i maskotki mające dłuższą historię życia niż moja.

Chwilunia! Czy to przypadkiem nie jest studium mojego domu? Odziedziczyłam po mamie przykry nawyk chomikowania wszelkich przydasiów. We dwójkę, z drobną pomocą pozostałych domowników, udało nam się upchać w tej chałupie takie pokłady niepotrzebnych rzeczy, że... aż zacieram ręce do pozbywania się ich! :P

Jakiś czas temu, wkurzona koniecznością wycierania kurzu ze swojej kolekcji figurek koni, doznałam olśnienia: nie potrzebuję ich! Dziecięca podjarka, która towarzyszyła zdobyciu nowego okazu, już dawno minęła, a kolekcja licząca trochę ponad sto osobników – została. Pakować w pudła? Kiepski pomysł. Znalazłam na końskim forum internetowym zapaloną kolekcjonerkę i oddałam w jej ręce całą swoją stadninę. Świetny widok: dorosła babka skacząca z radości na widok pudełka z figurkami. Polecam. :)

Skoro można było się pozbyć koni, to może jest coś jeszcze, co zawadza w moich czterech kątach? Na pierwszy rzut poszły ciuchy (przy nich miałam okazję przeprowadzić samozwańczą zbiórkę odzieży, o której napiszę innym razem), później książki (sposobów pozbycia się ich przy jednoczesnym przywróceniu im życia jest mnóstwo), a ostatnio teczki z dyplomami i wszelakimi pamiątkami od podstawówki po studia.

Obecnie dwie z trzech szaf w moim pokoju są mi całkowicie zbędne i stoją praktycznie puste. Coraz bardziej zaczyna mi przeszkadzać ich obecność. Odkąd wkręciłam się w kuglarstwo bardziej cenię wolną przestrzeń i bardziej jej potrzebuję. Poza tym nie lubię, kiedy rzeczy nie pracują. 

W opustoszałym pokoju czuję się o niebo lepiej. Dużo łatwiej mi się skupić. Swoje odgracające działania przenoszę na inne obszary domostwa. Niestety na terytoriach wspólnych niemal o każdą rzecz trzeba toczyć walkę z tymi, którym „może się jeszcze przydać”. Nie zmienia to faktu, że pozbywanie się przedmiotów po prostu... sprawia mi przyjemność. :)

Jestem całkowicie przeciwna wyrzucaniu sprawnych rzeczy na śmietnik. Jestem też całkowicie przekonana, że znacząca większość przedmiotów w znaczącej większości mieszkań jest nieużywana, a w związku z tym - niepotrzebna i jedyne, co tam robi, to pochłania naszą uwagę, czas i pieniądze. Pytanie brzmi: jak pozbyć się ich z głową?

czwartek, 2 sierpnia 2012

Pieczara

Krótko, zwięźle i na temat. :) Kupiłam banany po przecenie. Tanie jak barszcz, brzydkie jak noc, słodkie jak miód. Najlepsze banany jakie w życiu jadłam!

Już czaję się na następną bananową przecenę. I pieczarkową! Nie bez powodu pieczarkarze odkładają dla siebie najbardziej rozwinięte osobniki i wcinają je ze smakiem, podczas gdy my, biedni biedronkowicze... ehh. :)

Linkuję przepis na chlebek bananowy.  Robi się go w 5 minut, brudząc dokładnie jedną miskę, jedną szklankę, jedną łyżkę i nóż (dorzucam posiekane orzechy włoskie). Jest pyszny. :)