Kiedy rozmawiam z ludźmi staram się dotrzeć do ich pasji i pragnień. To jest obszar, który na maxa mnie fascynuje i inspiruje. Jakiś czas temu dość nachalnie prowokowałam rozmowy o marzeniach. Uwielbiam słuchać i patrzeć, jak ludzie o nich opowiadają. Nagle zapalają im się oczka, wstępuje w nich jakaś niesamowita radość życia, wszystkie troski i problemy odchodzą w siną dal, a oni przenoszą się do świata, w którym wreszcie robią to, co naprawdę kochają. A według mnie to, co naprawdę powinni robić. :)
Jasne, że nie piszę tu o marzeniach o leżeniu na plaży i sączeniu drinów z parasolką, ale o głebokich pragnieniach, które są mocno zakorzenione w naszych sercach i potrafią boleśnie dawać o sobie znać, kiedy rozmijamy się z nimi w naszym życiu.
Jasne, że nie piszę tu o marzeniach o leżeniu na plaży i sączeniu drinów z parasolką, ale o głebokich pragnieniach, które są mocno zakorzenione w naszych sercach i potrafią boleśnie dawać o sobie znać, kiedy rozmijamy się z nimi w naszym życiu.
Schemat takich rozmów zwykle wygląda tak samo:
1) Chciałbym to robić! To mnie naprawdę jara! Byłoby taaaaak super! Weeee! :D
W tym momencie rozmówca niemal tańczy z radości! :D
2) ...no taaak, ale przecież i tak nigdy tego nie zrobię. Nie mam na to najmniejszych szans. Przecież mnie na to nie stać. No i nawet nie mam znajomości. Teraz muszę skończyć studia i dostać jakąś pracę, żeby się utrzymać. Zresztą jestem na to za słaby/ za głupi/ za mało odważny. Nie nadaję się do tego...
Nieustannie mnie zadziwia jakimi ekspertami jesteśmy w utrudnianiu sobie życia i demotywowaniu się do podjęcia jakiegokolwiek działania, które zbliżyłoby nas do tego, czego naprawdę chcemy. :)
Przy punkcie drugim cała energia z punktu pierwszego ucieka z człowieka jak powietrze z przebitego balonika i robi się on bardziej posępny niż przed rozpoczęciem rozmowy. Stawiam sobie w takich sytuacjach zadanie kierowania ludźmi tak, żeby wrócili do punktu 1. i zamiast zastanawiać się, czy to w ogóle jest możliwe, spytali się JAK mogą to osiągnąć, CO ZROBIĆ, żeby się do tego zbliżyć i JAKI JEST PIERWSZY KROK na tej drodze.
1) Chciałbym to robić! To mnie naprawdę jara! Byłoby taaaaak super! Weeee! :D
W tym momencie rozmówca niemal tańczy z radości! :D
2) ...no taaak, ale przecież i tak nigdy tego nie zrobię. Nie mam na to najmniejszych szans. Przecież mnie na to nie stać. No i nawet nie mam znajomości. Teraz muszę skończyć studia i dostać jakąś pracę, żeby się utrzymać. Zresztą jestem na to za słaby/ za głupi/ za mało odważny. Nie nadaję się do tego...
Nieustannie mnie zadziwia jakimi ekspertami jesteśmy w utrudnianiu sobie życia i demotywowaniu się do podjęcia jakiegokolwiek działania, które zbliżyłoby nas do tego, czego naprawdę chcemy. :)
Przy punkcie drugim cała energia z punktu pierwszego ucieka z człowieka jak powietrze z przebitego balonika i robi się on bardziej posępny niż przed rozpoczęciem rozmowy. Stawiam sobie w takich sytuacjach zadanie kierowania ludźmi tak, żeby wrócili do punktu 1. i zamiast zastanawiać się, czy to w ogóle jest możliwe, spytali się JAK mogą to osiągnąć, CO ZROBIĆ, żeby się do tego zbliżyć i JAKI JEST PIERWSZY KROK na tej drodze.
Robię to, bo kocham ludzi. :) Naprawdę chcę ich szczęścia. Chcę też, żeby otaczali mnie ludzie pełni pasji, odważni, zmieniający świat. Chcę, żeby w życiu było wiecej życia!
"Życie byłoby hipokrytą, gdybym nie mógł żyć w sposób, który mnie pobudza!" Chrisoper Fry
Całym sercem wierzę w to, że marzenia są po to, by je realizować i że to Bóg wkłada w nas te najgłębsze, najpiękniejsze pragnienia. Ci, którzy spełniają swoje marzenia i którym tak często zazdrościmy nie są nadludźmi. Są ludźmi, którzy podejmują konkretny wysiłek i nie rezygnują po pierwszej porażce.
Na zakończenie film, na którym powinnam być, ale mnie nie ma, bo zabrakło mi jaj, żeby tam pojechać. ;)