Niektóre mieszkania wyglądają tak,
jakby jedynym zajęciem ich właścicieli było... kolekcjonowanie
rzeczy. Jedna przy drugiej stoją nieczytane książki, półeczki są
zapchane bibelotami, szafy - nienoszonymi ciuchami, a w garażu roi
się od niezwykle (nie)potrzebnych, nadgryzionych zębem czasu gwoździ, śrubek i innych pierdółek. W kanciapkach od
podłogi do sufitu piętrzą się czasopisma z lat
dziewięćdziesiątych, niechciane prezenty i maskotki mające
dłuższą historię życia niż moja.
Chwilunia! Czy to przypadkiem nie jest studium mojego domu? Odziedziczyłam po mamie przykry nawyk chomikowania wszelkich przydasiów. We dwójkę, z drobną pomocą pozostałych domowników, udało nam się upchać w tej chałupie takie pokłady niepotrzebnych rzeczy, że... aż zacieram ręce do pozbywania się ich! :P
Chwilunia! Czy to przypadkiem nie jest studium mojego domu? Odziedziczyłam po mamie przykry nawyk chomikowania wszelkich przydasiów. We dwójkę, z drobną pomocą pozostałych domowników, udało nam się upchać w tej chałupie takie pokłady niepotrzebnych rzeczy, że... aż zacieram ręce do pozbywania się ich! :P
Jakiś czas temu, wkurzona
koniecznością wycierania kurzu ze swojej kolekcji figurek koni,
doznałam olśnienia: nie potrzebuję ich! Dziecięca
podjarka, która towarzyszyła zdobyciu nowego okazu, już dawno
minęła, a kolekcja licząca trochę ponad sto osobników –
została. Pakować w pudła? Kiepski pomysł. Znalazłam na końskim
forum internetowym zapaloną kolekcjonerkę i oddałam w jej ręce
całą swoją stadninę. Świetny widok: dorosła babka skacząca z
radości na widok pudełka z figurkami. Polecam. :)
Skoro
można było się pozbyć koni, to może jest coś jeszcze, co
zawadza w moich czterech kątach? Na pierwszy rzut poszły ciuchy
(przy nich miałam okazję przeprowadzić samozwańczą zbiórkę
odzieży, o której napiszę innym razem), później książki
(sposobów pozbycia się ich przy jednoczesnym przywróceniu im życia
jest mnóstwo), a ostatnio teczki z dyplomami i wszelakimi pamiątkami
od podstawówki po studia.
Obecnie
dwie z trzech szaf w moim pokoju są mi całkowicie zbędne i stoją
praktycznie puste. Coraz bardziej zaczyna mi przeszkadzać ich
obecność. Odkąd wkręciłam się w kuglarstwo bardziej cenię
wolną przestrzeń i bardziej jej potrzebuję. Poza tym nie lubię,
kiedy rzeczy nie pracują.
W opustoszałym pokoju czuję się
o niebo lepiej. Dużo łatwiej mi się skupić. Swoje odgracające działania przenoszę na inne
obszary domostwa. Niestety na terytoriach wspólnych niemal o każdą
rzecz trzeba toczyć walkę z tymi, którym „może się jeszcze
przydać”. Nie zmienia to faktu, że pozbywanie się przedmiotów
po prostu... sprawia mi przyjemność. :)
Jestem
całkowicie przeciwna wyrzucaniu sprawnych rzeczy na śmietnik.
Jestem też całkowicie przekonana, że znacząca większość
przedmiotów w znaczącej większości mieszkań jest nieużywana, a
w związku z tym - niepotrzebna i jedyne, co tam robi, to
pochłania naszą uwagę, czas i pieniądze. Pytanie
brzmi: jak pozbyć się ich z głową?