wtorek, 17 września 2013

Nieznośne dzieciaki

Z dziećmi łączy mnie obecnie praca, praktyki, studia i harcerstwo. Sama tworzę z nimi całą masę relacji na różnych poziomach zaawansowania i zaangażowania. Mam też okazje dokładnie przyglądać się ich kontaktom z rodzicami i wychowawcami. Powiem krótko: zbyt często jestem przerażona. :P

Z punktu widzenia dorosłych dzieciaki są nieznośne, nieposłuszne, nieodpowiedzialne i bezczelne. Dorośli, widziani oczami dzieci, są niesprawiedliwi, podli, czepialscy i głupi. Hmm... niezbyt dobrze wróży to interakcjom pomiędzy nimi, zwłaszcza jeśli mają spędzić ze sobą jeszcze parę długich lat. 

Nie jestem ekspertem od naprawiania związków rodziców z dziećmi, ale nie skłamię, jeśli powiem, że obecnie widzę dużo więcej zupełnie niepotrzebych konfliktów oraz sposobów ich uniknięcia lub rozwiązania, niż przeciętny dojrzały człowiek.

Lektura "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały? Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły?" Adele Faber i Elaine Mazlish była dla mnie olśnieniem. Zwykle książkę czytam raz, a potem puszczam w świat lub oddaję do biblioteki i już do niej nie wracam. W ciągu 2 miesięcy tę książkę przeczytałam prawie 3 razy, kupiłam własny egzemplarz i opowiadam o niej na prawo i lewo. :P Jest świetna. Zaraz po niej nabyłam "Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci" i "Jak mówić do nastolatków, żeby nas słuchały, jak słuchać, żeby z nami rozmawiały". Obie godne polecenia.

Ale do rzeczy. Ćwiczeniem, które najbardziej mnie dotknęło, było wyobrażenie sobie siebie jako dziecka oraz odnotowywanie swoich reakcji na zdania, którymi masa dzieci częstowana jest na co dzień:

"Przestań wrzeszczeć. Nie widzisz, że jestem zmęczona? Chcesz mnie wykończyć?"
"Jeśli zaraz nie wyplujesz gumy, sama Ci ją wyjmę!"
"W twoim pokoju jest jak w chlewie."
"Jeszcze nie wyniosłeś śmieci? Na co czekasz, na oklaski? Rusz się!"
"Dlaczego nie zachowujesz się jak twój brat?"
"Okłamałeś mnie w sprawie ocen. Wiesz, co z ciebie wyrośnie? Człowiek, któremu nigdy nikt nie zaufa!"
"Wiedziałeś, że masz test i zostawiłeś książkę w szkole? Genialny pomysł."
"Nie wchodź tam, bo spadniesz!"
"Cały kłopot polega na tym, że nigdy nie słuchasz."

Obwinianie, oskarżanie, przezywanie, straszenie, rozkazywanie, ostrzeżenia, postawa męczennika, porównania, sarkazm, proroctwa i moje ulubione :) - wykłady i moralizowanie (czyli w odbiorze dziecka: "Bla, bla, bla, gadaj zdrów."). Cały arsenał broni werbalnej, która trafia prosto w dziecięce serducho i je okalecza. Masakra.

Niesamowite jest to, jak łatwo nam to przychodzi. Cios za ciosem, zero litości, a wszystko "w imię dobra dziecka".  Na maxa przykre - to, że nie szukamy innych rozwiązań, odpowiedzialność za przykrą rzeczywistość w naszym domu lub placówce zrzucając na "nieznośne dzieciaki".

A rozwiązań jest cała masa!

1) Opisz co widzisz - przedstaw problem.
Niech dziecko ma szansę wykazać się inicjatywą w jego rozwiązaniu.

2) Udziel informacji.
Nie wszystko, co dla Ciebie oczywiste, jest takim dla dziecka i to nie powód, by ładować w nie jeden ze znanych nam już pocisków. 

3) Powiedz to jednym słowem.
Zamiast wykładu o ciężko zarabianych pieniądzach i ich marnowaniu przez zostawienie światła w łazience, wystarczy jedno słowo - "Światło!".

4) Porozmawiaj o swoich uczuciach.
Naprawdę świetna sprawa! Mamy w zwyczaju mówić dzieciom, że są nieodpowiedzialne, nie szanują nas, nie można na nie liczyć i te de. Jednak nie przyszło nam do głowy, by zamiast mieszać je z błotem, powiedzieć szczerze o tym jak my czujemy się danej sytuacji. Wbrew pozorom na maxa to do nich przemawia i dobrze wiedzą, co należy zrobić. Dzieciaki wiedzą co to empatia.

5) Napisz liścik.
To odkrycie tych wakacji. Dzieci lubią dostawać listy od dorosłych, na serio! Zwłaszcza, jeśli jesteś w stanie "wejść w ich świat" i napisać to, czego oczekujesz, w fabule zabawy, która akurat je zajmuje. Zamiast zdzierać gardło - testowałam. Reakcja - natychmiastowa! :) 

6) Wspólnie rozwiążcie problem.
Strasznie mnie irytuje, kiedy uczucia i racje dzieci są ignorowane. "Masz to zrobić, bo ja tak chcę!", "Nie, bo nie!", "Raz powiedziałem i nie będę powtarzać!". Znamy? Znaaaamy. :) A pierwsze co mi przychodzi do głowy, kiedy to słyszę, to... "Chrzań się!". Gwarantuję, że dzieci odbierają to tak samo, jeśli nie gorzej. Wysłuchaj, co dziecko ma do powiedzenia. Nie masz monopolu na prawdę. Niech odsłoni Ci trochę swojego świata, pokaże swój punkt widzenia. Ty przedstaw mu swój. Spiszcie rozwiązania, które przychodzą Wam do głowy i wybierzcie takie, które dla obu stron będzie satysfakcjonujące. To nie boli. To cieszy!

Myślę, że będę pisać o komunikacji między ludźmi jeszcze nie raz, ale jeśli interesuje Cię ten temat, to szczerze polecam wymienione przeze mnie książki. Jeśli się znamy - mogę Ci je pożyczyć. :)