niedziela, 1 grudnia 2013

Niedziela będzie dla nas!

Chyba największym sukcesem, jaki osiągnęłam w liceum, było nauczenie się... odpoczywania. Dla niektórych pewnie brzmi to na maxa durnie. No trudno. :P Dla mnie było poważnym osiągnięcem. :) W końcu nie każdy "za pokutę" miał zadawane wyluzować i odpocząć. ;) To zapychanie każdej wolnej chwili kolejnymi zadaniami, o którym pisałam w poprzednich notkach, nie jest czymś, co pojawiło się w moim życiu w ciągu ostatnich kilku miesięcy czy lat. Mam wrażenie, że towarzyszy mi już od dawna. 

Tydzień temu postanowiłam tak zaplanować niedzielę, żeby móc w całości spędzić ją z mamą. Mieszkamy razem, co nie znaczy, że spędzamy razem dużo czasu. Tak właściwie widzimy się tylko wieczorami, kiedy każda z nas ma jeszcze sporo do zrobienia. Ta niedziela miała być inna. Praca na bok, nauka na bok, komputer na bok. Nabożeństwo, kino, obiad. To był dla mnie super czas. :)



Moje myśli błyskawicznie powędrowały w kierunku "...a gdyby tak zawsze?". :) Jeden dzień w tygodniu, kiedy liczy się tylko odpoczynek i dbanie o relacje z bliskimi. Dzisiaj mija moja druga z kolei niedziela w stylu slow. Zapowiadała się bardziej roboczo niż poprzednia, ale ostatecznie ułożyło się tak, że wszystko może poczekać do jutra. :)

Skoro Bóg przez sześć dni tyrał, a siódmego chillował, to nie mam wątpliwości co do słuszności moich niedzielnych wyborów. :D

poniedziałek, 25 listopada 2013

No to zwalniam!

Ostatnio zastanawiałam się gdzie u licha :P podziewa się mój czas, skoro, jak pisałam, nie spędzam go zbyt wiele ani na uczelni, ani w pracy, ani w harcerstwie. Z pożeraczy czasu na polu bitwy ostał się już tylko internet (niestety miewa się całkiem nieźle). Więc co? Na czym "tracę" te swoje cenne godziny? :)

Na początku semestru, kiedy zorientowałam się, że niedoczas raczej mi nie zagraża, myślałam nad tym, co jest dla mnie ważne i nad czym chcę popracować. Plan na ten rok zawisł na ścianie i prezentuje się tak:


Kończy się listopad, więc wisi tam już prawie dwa miesiące, na co dzień nie zwracając mojej uwagi. Kilka dni temu, kiedy szukałam dziury, przez którą wycieka czas, zrobiłam przegląd tego planu. I oto są! Mam zaszczyt przedstawić Państwu nowe grono złodziei czasu! :D Wkradli się do mojego życia cichaczem i mam nadzieję, że... zostaną ze mną jak najdłużej. :)

Znajomi - nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek wcześniej miała tak udane i bliskie relacje ze znajomymi! Czas zainwestowany w ich budowanie właśnie owocuje. :)

Śpiew - kiedy nie śpiewam na głos, to istnieje 90% szans, że właśnie śpiewam w głowie. :P W tym obszarze kroi się projekt, którego rozpoczęcia nie mogę się już doczekać. :)

Książki - czytam jak najęta! Jedna za drugą. Głównie w autobusach, na przystankach oooraaaz w sytuacjach, kiedy mam dużo na głowie, czas goni a ja zbliżam się niebezpiecznie blisko do granicy wytrzymałości. Uwielbiam w sobie umiejętność wyłączenia się i odłożenia wszystkiego na bok. Zanurzam się wtedy w Bogu, w muzyce albo w książce właśnie. Kilka minut chillu i wracam do roboty jak nowo narodzona. :)


Modlitwa - jestem na etapie poszukiwania wspólnoty. Ostatnie tygodnie to niezły maraton. Poznaję ludzi z różnych zborów, wpadam na spotkania grup domowych. W poszukiwaniach nie jestem sama, więc sprawy duchowe są na tapecie... właściwie bez przerwy. :P I super! :) Dużo się dzieje, a moja relacja z Bogiem nabiera jeszcze więcej barw. 

Wyjazdy - ledwo wróciłam z gór, a po głowie chodzą mi już kolejne wypady. Byle do lutego. :)

Nad kilkoma elementami planu muszę jeszcze trochę popracować, zanim nadam im miano prawdziwych złodziejów. ;)

No dobra. Ale właściwie co to za zwalnianie, skoro okazuje się, że mój kalendarz przestaje się różnić stopniem zapełnienia rubryczek od kalendarzy z ubiegłych lat?

Nie chodzi wcale o to, by robić mniej. Chodzi o to, żeby robić rzeczy... właściwe. :) Pomyśl nad czym chcesz popracować. Która sfera Twojego życia kuleje? Czego Ci brakuje? Nie "czego oczekuje ode mnie społeczeństwo", "jakie studia skończyć, żeby znaleźć jakąś pracę" i "jakie hobby jest teraz w modzie". Popatrz na siebie. Jesteś wyjątkowy. :)

PS. W temacie zwalniania odnoszę też sukcesy za kółkiem, co moją mamę cieszy pewnie jeszcze bardziej niż mnie. :D

środa, 9 października 2013

Zwolnij

W tym roku kończę moje studia licencjackie. Na trzecim roku zajęć zwykle jest najmniej, ale mimo to, kiedy zobaczyłam mój plan, byłam w szoku. Mam zajęcia przez dwa dni w tygodniu. DWA DNI! Dwa dni zajęć oznacza 5 dni wolnego. Jeśli odejmę od tego pisanie pracy licencjackiej (najgorsze, co spotkało mnie w całej historii mojej edukacji), pracę i harcerstwo, wciąż pozostaje masa wolnego czasu.

Co z tym zrobić? Co z tym zrobić?! Boże, muszę coś z tym zrobić! Potok myśli, który napłynął do mojej głowy po zobaczeniu po raz pierwszy planu, wyglądał mniej więcej tak:

drugi kierunek, kursy zawodowe, szkoła policealna, wolontariat, wyjazdy, więcej pracy, język obcy, emisja głosu, jeszcze więcej pracy, gimnastyka, konie, grupa kuglarska, organizacja obozu, aaaaa! 

W dwie minuty byłam w stanie zapełnić swój plan po same brzegi, pozbyć się gładko "nadmiaru wolnego czasu" i wylądować na drugim biegunie, zwanym niedoczasem. Na moje szczęście - w porę się opamiętałam. :)

Co jest takiego strasznego w wolnym czasie, że momentalnie staramy się go pozbyć? O, przepraszam! Nie pozbyć, ale "efektywnie wykorzystać". ;) Dlaczego boli nas "strata cennego czasu", kiedy pośpimy kilka godzin dłużej? Czemu praca i studia to dla wielu "wartościowy sposób spędzania czasu", a jesienny spacer i chillout z książką w ręku gdzieś w parku to fanaberie? Czemu nie potrafimy odpoczywać? Skąd pomysł, że mamy stawać się coraz bardziej wydajni? Hej! Nie jestem robotem! :)

No to co, będziesz się obijać przez cały rok? Heh, właściwie czemu nie? :D
Ale nie, nie będę. Jednak nie mam też zamiaru pędzić. Mam swoje plany, które nie są ani bezwartościowymi zapychaczami wolnego czasu, ani wielce poważnymi zajęciami, które pozwoliłyby mi na nabycie kompetencji, z których i tak nie mam zamiaru w przyszłości korzystać. Chcę doświadczać życia w pełni, a nie pędzić po jego powierzchni.



Tacy z nas poważni ludzie z tymi całymi studiami, kursami i pracą. Szkoda tylko, że nie znajdujemy czasu na to, żeby zajrzeć wgłąb swojej duszy i zobaczyć co naprawdę jest w życiu ważne.

wtorek, 17 września 2013

Nieznośne dzieciaki

Z dziećmi łączy mnie obecnie praca, praktyki, studia i harcerstwo. Sama tworzę z nimi całą masę relacji na różnych poziomach zaawansowania i zaangażowania. Mam też okazje dokładnie przyglądać się ich kontaktom z rodzicami i wychowawcami. Powiem krótko: zbyt często jestem przerażona. :P

Z punktu widzenia dorosłych dzieciaki są nieznośne, nieposłuszne, nieodpowiedzialne i bezczelne. Dorośli, widziani oczami dzieci, są niesprawiedliwi, podli, czepialscy i głupi. Hmm... niezbyt dobrze wróży to interakcjom pomiędzy nimi, zwłaszcza jeśli mają spędzić ze sobą jeszcze parę długich lat. 

Nie jestem ekspertem od naprawiania związków rodziców z dziećmi, ale nie skłamię, jeśli powiem, że obecnie widzę dużo więcej zupełnie niepotrzebych konfliktów oraz sposobów ich uniknięcia lub rozwiązania, niż przeciętny dojrzały człowiek.

Lektura "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały? Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły?" Adele Faber i Elaine Mazlish była dla mnie olśnieniem. Zwykle książkę czytam raz, a potem puszczam w świat lub oddaję do biblioteki i już do niej nie wracam. W ciągu 2 miesięcy tę książkę przeczytałam prawie 3 razy, kupiłam własny egzemplarz i opowiadam o niej na prawo i lewo. :P Jest świetna. Zaraz po niej nabyłam "Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci" i "Jak mówić do nastolatków, żeby nas słuchały, jak słuchać, żeby z nami rozmawiały". Obie godne polecenia.

Ale do rzeczy. Ćwiczeniem, które najbardziej mnie dotknęło, było wyobrażenie sobie siebie jako dziecka oraz odnotowywanie swoich reakcji na zdania, którymi masa dzieci częstowana jest na co dzień:

"Przestań wrzeszczeć. Nie widzisz, że jestem zmęczona? Chcesz mnie wykończyć?"
"Jeśli zaraz nie wyplujesz gumy, sama Ci ją wyjmę!"
"W twoim pokoju jest jak w chlewie."
"Jeszcze nie wyniosłeś śmieci? Na co czekasz, na oklaski? Rusz się!"
"Dlaczego nie zachowujesz się jak twój brat?"
"Okłamałeś mnie w sprawie ocen. Wiesz, co z ciebie wyrośnie? Człowiek, któremu nigdy nikt nie zaufa!"
"Wiedziałeś, że masz test i zostawiłeś książkę w szkole? Genialny pomysł."
"Nie wchodź tam, bo spadniesz!"
"Cały kłopot polega na tym, że nigdy nie słuchasz."

Obwinianie, oskarżanie, przezywanie, straszenie, rozkazywanie, ostrzeżenia, postawa męczennika, porównania, sarkazm, proroctwa i moje ulubione :) - wykłady i moralizowanie (czyli w odbiorze dziecka: "Bla, bla, bla, gadaj zdrów."). Cały arsenał broni werbalnej, która trafia prosto w dziecięce serducho i je okalecza. Masakra.

Niesamowite jest to, jak łatwo nam to przychodzi. Cios za ciosem, zero litości, a wszystko "w imię dobra dziecka".  Na maxa przykre - to, że nie szukamy innych rozwiązań, odpowiedzialność za przykrą rzeczywistość w naszym domu lub placówce zrzucając na "nieznośne dzieciaki".

A rozwiązań jest cała masa!

1) Opisz co widzisz - przedstaw problem.
Niech dziecko ma szansę wykazać się inicjatywą w jego rozwiązaniu.

2) Udziel informacji.
Nie wszystko, co dla Ciebie oczywiste, jest takim dla dziecka i to nie powód, by ładować w nie jeden ze znanych nam już pocisków. 

3) Powiedz to jednym słowem.
Zamiast wykładu o ciężko zarabianych pieniądzach i ich marnowaniu przez zostawienie światła w łazience, wystarczy jedno słowo - "Światło!".

4) Porozmawiaj o swoich uczuciach.
Naprawdę świetna sprawa! Mamy w zwyczaju mówić dzieciom, że są nieodpowiedzialne, nie szanują nas, nie można na nie liczyć i te de. Jednak nie przyszło nam do głowy, by zamiast mieszać je z błotem, powiedzieć szczerze o tym jak my czujemy się danej sytuacji. Wbrew pozorom na maxa to do nich przemawia i dobrze wiedzą, co należy zrobić. Dzieciaki wiedzą co to empatia.

5) Napisz liścik.
To odkrycie tych wakacji. Dzieci lubią dostawać listy od dorosłych, na serio! Zwłaszcza, jeśli jesteś w stanie "wejść w ich świat" i napisać to, czego oczekujesz, w fabule zabawy, która akurat je zajmuje. Zamiast zdzierać gardło - testowałam. Reakcja - natychmiastowa! :) 

6) Wspólnie rozwiążcie problem.
Strasznie mnie irytuje, kiedy uczucia i racje dzieci są ignorowane. "Masz to zrobić, bo ja tak chcę!", "Nie, bo nie!", "Raz powiedziałem i nie będę powtarzać!". Znamy? Znaaaamy. :) A pierwsze co mi przychodzi do głowy, kiedy to słyszę, to... "Chrzań się!". Gwarantuję, że dzieci odbierają to tak samo, jeśli nie gorzej. Wysłuchaj, co dziecko ma do powiedzenia. Nie masz monopolu na prawdę. Niech odsłoni Ci trochę swojego świata, pokaże swój punkt widzenia. Ty przedstaw mu swój. Spiszcie rozwiązania, które przychodzą Wam do głowy i wybierzcie takie, które dla obu stron będzie satysfakcjonujące. To nie boli. To cieszy!

Myślę, że będę pisać o komunikacji między ludźmi jeszcze nie raz, ale jeśli interesuje Cię ten temat, to szczerze polecam wymienione przeze mnie książki. Jeśli się znamy - mogę Ci je pożyczyć. :)

środa, 22 maja 2013

Bajkowe mądrości

Od kilku dni oglądam bajki Disneya. Jestem pod wrażeniem! Jak na tacy są w nich podane wszystkie te mądrości, których dostarczyć mogą nam poradniki życiowe i osobiści trenerzy. Oglądając, mam czasem wrażenie, że Stephen Covey, którego na maxa cenię, majstrował przy scenariuszu!



Bajki są czyste i proste w swoim przekazie. Postępuj w zgodzie ze sobą. Rozmawiaj. Pytaj. Naucz się prosić o pomoc. Sam pomagaj. Wysłuchaj innych i przemyśl ich zdanie, ale nie daj sobie nic narzucić. Posłuchaj co mówi Twoje sumienie. Zacznij działać. Czekają Cię nieprzyjemności, to pewne, jednak tylko postępując w zgodzie ze swoim sercem możesz cieszyć się wewnętrzym spokojem, możesz być naprawdę szczęśliwy.
 

Słuchaj sercem swym, wszystko pojmiesz wnet. :)

wtorek, 14 maja 2013

ALE CYRK!

Od dwóch dni moje drugie imię to SPAM :), ale spam pożyteczny. Biorę udział w programie Stypendium z Wyboru, w którym walczę o zdobycie środków na zakup sprzętu do prowadzenia warsztatów cyrkowych dla dzieciaków z Olsztyna i okolic. A zresztą... sami zobaczcie. :) Zapraszam na niespełna 2 minutowy seans filmu, którego jestem gwiazdą! ;)


Pierwszy raz biorę udział w konkursie, w którym trzeba naprawdę zajadle walczyć o głosy. Jeśli popierasz moją inicjatywę - wiesz już, co robić. :) Jeśli masz pomysł w jaki sposób mogę zdobyć więcej głosów - proszę, skontaktuj się ze mną: k.i.kukiela@gmail.com

niedziela, 12 maja 2013

Keep calm

Haaalo, nie denerwuj się! :)

A jeśli już się na coś denerwujesz...

1. Zastanów się, czy możesz coś w tej sprawie zdziałać.
a) tak ->  zrób to i już się nie denerwuj
b) nie -> uświadom to sobie i już się nie denerwuj

2. Zastanów się, czy chcesz coś w tej sprawie zdziałać.
a) tak -> zrób to i już się nie denerwuj
b) nie -> uświadom to sobie i już się nie denerwuj


Chyba że tak na serio nie chodzi Ci o zmianę sytuacji, tylko chcesz sobie trochę poprzeżywać. Wtedy śmiało! :P Pamiętaj tylko, że to Twój wybór i nie ludzie, sytuacje czy rzeczy Cię denerwują, tylko Ty denerwujesz się na nie! ;)

W pakiecie Specjalna Rada dla Pań (SRP):
"Oho, zbliża się okres!" - to myśl, która szybko sprowadza na ziemię z wyżyn uniesienia. :P

sobota, 2 marca 2013

Szczęście to wybór!

To na maxa wyzwalające uczucie, kiedy przestajesz budować relacje z ludźmi tylko dlatego, że ich z jakiegoś powodu potrzebujesz. Że dają ci poczucie bezpieczeństwa, namiastkę szczęścia, podnoszą cię na duchu, sprawiają, że czujesz się potrzebny, pozytywnie wpływają na twoje poczucie własnej wartości. Uzależnianie się w tych kwestiach od KOGOKOLWIEK jest po pierwsze wysoce ryzykowne, a po drugie niedojrzałe. Tak myślę.

Dzisiaj z łatwością mogę powiedzieć przyjaciołom: Moi mili! ;) Nie potrzebuję Was do szczęścia! Nie potrzebuję Waszych ciepłych słów, pochwał, zainteresowania, krytyki,  przytulania, wysłuchiwania, wspólnych wyjazdów i nocnych rozmów. Nie potrzebuję też Waszych problemów ani bycia dla Was oparciem.

I mimo że nie potrzebuję tego do szczęścia - jesteśmy razem i dzielimy ze sobą kawał życia! O ile zdrowsze są te relacje, kiedy nie wynikają z kurczowego trzymania się ludzi dających szczęście. ;) O ile swobodniej możemy razem czerpać z życia, nie bojąc się, że wszystko runie, kiedy nasze drogi się rozejdą.

Cieszę się bez potrzeby zawłaszczania tego, co sprawia mi radość.
Tony de Mello

Szczęście to wybór. Jest tak samo niezależne od pogody, jak i od przyjaciół.
Szczęście to wybór.
Ja już wybrałam. :)

sobota, 2 lutego 2013

Koniec Pani Dozorczyni

Jestem zapaloną orędowniczką brania życia w swoje ręce, słuchania głosu serca, podejmowania śmiałych decyzji, wprowadzania w swoim życiu zmian, których naprawdę chcemy, a nie tych, których oczekują od nas inni. Widzę, jaką pasję działania wywołuje w ludziach "przywrócenie im prawa do własnego życia", a "Złap za lejce" duetu Grubson&BRK to już niemal mój hymn.


BUM. Nagła seria zderzeń z osobami, które robią dokładnie to, do czego nawołuję, a co... NIESTETY NIE JEST MI NA RĘKĘ! :P

I potrzebuję czasu. Na oswojenie się z nowymi sytuacjami, zaakceptowanie cudzych wyborów, uświadomienie sobie, że niektóre role po prostu się kończą, a po nich przychodzą kolejne, które niekoniecznie będą nas nadal łączyć. I na to, żeby w pełni cieszyć się razem z tymi odważnymi.

Tak właśnie poznaję drugą stronę medalu. :P

Kocham Was, ludki. Jesteście cudowni :) i życzę Wam jak najlepiej. Ale nie obiecuję, że nie będę płakać, zanim na dobre nie pożegnam się z rolą stróża porządku, a przez moje "rób jak uważasz" nie przestanie przebrzmiewać "byleby to było po mojemu." :)